Wyobraź sobie oprawiony ciemną skórą, zmęczony oglądaniem album rodzinny a w nim czarno-białe lub pożółkłe ze starości zdjęcia Twoich Pradziadków.

Wyciągasz delikatnie jedno z nich. Trzymasz w ręku kadr z ich codziennego życia utrwalony na następne pokolenia.  Ona, powiedzmy, że Helena, średniego wzrostu i drobniejszej postury, w chuście zakrywającej bujny warkocz spleciony na spalonych słońcem plecach, w lnianej, jasnej spódnicy i koszuli stoi przy wejściu do ogrodu. U jje nóg pasą się dorodne gęsi. Zdaje Ci się, że czujesz słodki zapach dojrzewających spokojnie jabłek w czerwono- żółte prążki. Pradziadek Ignacy siedzi na ławie przed drewnianą chatką, z ukosa zerkając na żonę i pyka fajeczkę. Leciutka smużka unosi się na tle dachu krytym strzechą. Aż wciągasz łapczywie powietrze chcąc „sztachnąć” się zapachem suszonej na wsi tabaki!

Jest lato. Fotograf musi być albo znajomym, który zatrzymuje scenki z życia, albo przodków masz wyluzowanych tak, że się nie krępują pozować z bosymi nogami. W ich twarzach widać zmęczenie ale i radość! Może właśnie skończyły się żniwa lub Bóg pobłogosławił im dobrą pogodą na zbiory? Kto wie? Dziadek, podobnie jak Babcia ubrany jest w jasne, zgrzebne  ubranie. Szelki zdradzają, że nosi się modnie, jak na ówczesne czasy. Trudno odgadnąć ile mają lat. Ich surowa uroda może nas zmylić. Ale ponieważ nie stoją w pobliżu jeszcze ich Dzieci, to zapewne są po dwudziestce.

Jacy są? O czym marzą? Jeśli im się poszczęściło, a wygląda na to, że tak, to mają swój własny, malutki domek. Chatkę raczej, ale dla nich to DOM. Miejsce ich szczęścia, miłości, intymności, trosk i pracy.Za plecami widzisz sad, więc został im podarowany majątek już wcześniej gospodarowany dobrą ręką. Zapewne i kawałek pola mają, bo i sierpy stoją oparte przy oknie.

Czy im więcej było trzeba? Wiesz z późniejszych zdjęć i opowieści rodzinnych, że powiększyli swoją Rodzinę o kilkoro Dzieci. Mieszkali do ostatnich swoich dni właśnie w tej chatce, która miała tylko dwie izby przechodnie, kuchnię z piecem i malutką spiżarkęna wejściu. Toaleta, jak to bywało stała za chatą.

W Rodzinie zostały po nich pamiątki – dziergana, zimowa kolorowa chusta Helenki, fajka Dziadka Ignasia, duże, brązowe gliniane gary, zegarek, tabakierka, różaniec…

Z opowiadań wiesz, że bardzo się kochali w niedostatku jaki wtedy panował. Mieli niewiele, ale mieli wszystko. Ich największym marzeniem było mieć Rodzinę i boże błogosławieństwo na każdy dzień pracy. Ciężkiej pracy. Dzieci były nauczone szacunku i bezwzględnego posłuszeństwa. Twarde wychowanie Dziadka przyczyniło się do braku większych nieszczęść w ich gospodarstwie. Dzieci pilnowały się wzajemnie i bawiły, kiedy był na to czas. Od najmłodszych lat miały swoje obowiązki, w kuchni, w obejściu, w polu. Nie było gadania, że się nie chce. Wystarczyło, że Dziadek spojrzał ostro spod czapki i już wszystko było jak trzeba. Babcia, jak to chyba większość Babć emanowała przy surowym mężu łagodnością. Ale też wymagała od Dzieci, bo wiedziała, że to jedyna droga, by poradziły sobie w niełatwym życiu, jakie je czeka. Pilnowała ich edukacji, uczyła czytać i pisać, a wieczorem cerowała sąsiadkom ubrania by kupić każdemu z Dzieci buty na zimę. Dziadek ciężko pracował, zarówno u siebie jak i u innych, kiedy trzeba było dorobić. Nie uskarżał się, ale i nie wydawał łatwo grosza. Szanował pracę i zapłatę za nią. Był ceniony za rzetelność i uczciwość. Dzieciom nie brakowało niczego do szczęścia, bo były nauczone skromnego życia. Cieszyły się z każdej nowej rzeczy długo i pilnowały niczym relikwii. Ich wzajemną miłość i zażyłość widać było jeszcze długo po tym jak opuściły dom rodzinny. Pomagały sobie we wszystkim i znały się jak własne zelówki. Wszak spędziły ze sobą kilkanaście lat w jednym pokoju!

Jadły to, co im podano, nie marudziły, nie narzekały, bo poznały, nie raz nie dwa co to jest być nienajedzonym. Kilka zabawek dzieliły między sobą bez kłótni, bo wiedziały, że innych nie mają.

Cała Rodzina  wyrosła w niesamowitym umiłowaniu do przyrody i otaczającego ją świata. Z wdzięcznością witała każdy dzień, dziękując Bogu za dar życia. Powierzała się swoim świętym patronom, prosząc o potrzebne łaski przy codziennych pracach i nauce. Razem potrafili przesiadywać na starym kocu w ogrodzie długie godziny, rozmawiając o życiu, napawając się szumem małej rzeczki w oddali, bzyczeniem pszczół na kwiatach, zapachem dojrzewających owoców czy widokiem motyli nad kwitnącym koprem. Smak malin został im do końca życia jako najsłodszy, bo z domu…

Ten wstęp do mikro-rozmyślań o prostocie niech zostawi w Tobie choć na chwilę błogi stan ducha. I tęsknotę za prostotą codziennego życia.:)

Wszystkiego dobrego,

Vicky

Ps. Zapraszam Cię również na fp na fb – Mikropiękno

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontakt

Przydatne linki

Sprawdź status zamówienia

mikropiekno.pl ❤️ wykonanie LudzieMarketingu.pl © 2023